Od tej pory proszę uważać! Wystarczy wyjść z terenów watahy i coraz łatwiej spotkać człowieka! Zagrożenie z ich strony rośnie. Jednak bez powodu ich nie zabijajcie. Kiedy was zaatakują macie już przyczynę by pozbawić ich życia.
Maluchy, proszę nie wychodźcie z terenów watahy. To zbyt niebezpieczne!
~~Apelują Wind i Ruki po zwiadzie Yin i Yanga.
piątek, 9 czerwca 2017
Od Abby Cd Yin i Yanga
-To dobre wieści! Ale mam jedno pytanie- powiedział alfa.- W
jaki sposób się ich pozbyliście?
-No wiesz.. Zabiliśmy. To najszybszy i najbardziej skuteczny
sposób. Inaczej nadal by się tu kręcili- odpowiedziała Yin.
-Okej.. Wolę jednak
żeby bez przyczyny nie zabijać. Nawet ludzi- odparł Wind.
- Ale mieliśmy powód. Złapali nas do klatek! Ugh nigdy nie
zapomnę tego uczucia. Kiedy nagle jesteś zamknięty w małym klaustrofobicznym
miejscu- rzekł Yang.
-To dopiero dobry powód!- wtrąciłam się.
- Trudno się nie zgodzić. No cóż. Wyznaczam was, żebyście
przynajmniej raz w tygodniu sprawdzali, czy w pobliżu watahy nie kręcą się
niechciani goście, dobrze?- zapytał alfa
<Yin? Yang? Wind?>
Od Nanji Cd Jack'a
OPOWIADANIE ZAWIERA PRZEKLEŃSTWA LUB INNE OBRAŹLIWE WYRAZY
-Wyjdźcie z mojego domu- krzyknęła Abby
Nigdy nie widziałam
tej wadery tak wkurzonej. Poza tym, cholera, od kiedy ona ma brata? Nigdy
wcześniej tego malca nie widziałam. Bajka jest strasznie tajemnicza. Co jeszcze
ukrywa? W trakcie tych rozmyślań oddalałam się czym prędzej. Lepiej nie ryzykować.
Pobiję ją kiedy indziej. Młody basior zrobił to samo. Kiedy trochę się
oddaliliśmy od domu mojej kochanej ofiary losu odwróciłam się do wilka.
- Czego chcesz?- spytałam
-Niczego. Po prostu śmieszy mnie jak się wkurzasz.
-Dureń- rzekłam i odeszłam w dal..
-Idiotka- odkrzyknął i zaczął się śmiać.
Przewróciłam oczami
i odeszłam w dal. Jak on mnie irytuje..
<Jack? ktoś?>
Od Azuri Cd Fabiana
-Okej -odpowiedziałam uśmiechnięta.
Fabian ruszył przed siebie wolnym tempem, a ja dreptałam za
nim. Postanowiłam ze pokażę Fabianowi moje skrzydła, ale nie znalazłam na to
czasu.
Basior zaprowadził
mnie do mrocznego, ciemnego miejsca. Trochę się bałam, ale szłam dalej.
Minęliśmy Las Caster i żelazne wzgórza. Czas leciał
nieubłagalnie. Jest już wieczór!
-Fabian, a Abby cię nie szuka? - zapytałam zaciekawiona
-Chyba nie - odpowiedział.
Zauważyłam, że szliśmy w stronę miejsca, w którym
rozdzieliłam się z rodziną.
Po kilku minutach dalszej drogi zobaczyliśmy piękny
wodospad!
-Może dziś tu przenocujemy? -spytał się Fabian
- Dobra -odpowiedziałam uśmiechnięta
I poszliśmy spać. Jednak przez długi czas nie mogłam zasnąć.
Spojrzałam na Fabiana, ale on już spał.
Więc postanowiłam pójść napić się wody, ale wtedy zobaczyłam
człowieka. Pobiegłam szybko do Fabiana.
-Fabian obudź się –szepnęłam.
-Co jest? – spytał.
-ludzie! – odparłam zmartwiona.
Zaczęliśmy uciekać. Kierowaliśmy
się w stronę Lasu Fangorna. Nagle zobaczyliśmy jaskinie i postanowiliśmy do
niej wbiec. Nie wiedzieliśmy jednak, co nas czeka w tej jaskini.
- Lepiej więcej nie uciekać -rzekłam przestraszona.
<Fabian?>
<Fabian?>
czwartek, 8 czerwca 2017
Od Abby Cd Spirita
W końcu postanowiłam przełamać swój strach i podeszłam do smoka, który rozmawiał ze Spiritem.
-Czyli się udało?- zapytałam.
-Tak, udało się. Szkoda, że nie można mieć w watasze
towarzyszy..
-Skąd możesz to wiedzieć? Pytałeś się o to Ruki?
-W sumie to nie, ale raczej będzie przerażać opcja, że na
terenach watahy krąży smok. Co prawda nic nikomu by nie zrobił. Przy okazji
nauczę go parę rzeczy- odparł.
-Więc, co zamierzasz zrobić?
-Najpierw pójdziemy do alf. Jak się zgodzą na smoka to
będziemy się z nim targować- powiedział zafascynowany.
- Dobry plan- pochwaliłam go, lecz po chwili zmarszczyłam
brwi i rzekłam- Jakie „my”?
~~
Zza horyzontu zaczęła się już pojawiać jaskinia Ruki, Winda
i ich szczeniaków. Szliśmy tam ze Spiritem w całkowitej ciszy. Nagle wpadłam
jedną łapą do jakiejś dziury. Krzyknęłam. Nie był to jakiś zwykły dołek. Były
tam kolce, które zaczęły mi się wbijać w nogę.
-Spirit?- wychrypiała, a do oczu napłynęły mi łzy.
<Spirit?>
wtorek, 6 czerwca 2017
Od Jack'a "Trochę o mrocznych mieszkańcach Mrocznej Puszczy"
Od kilku dni przemierzałem tereny watahy. W końcu wypada wiedzieć, gdzie się mieszka, nie? Teraz zmierzałem w kierunku Mrocznej Puszczy. Jeśli chodzi o sen, spałem tylko godzinę, dwie każdej nocy. Byłem do tego przyzwyczajony. Z jedzeniem było już trochę ciężej, bo rzadko kiedy udawało mi się trafić na coś większego niż zając, albo coś co nie było dzikiem. Taa, nadal mam do dzików spory uraz. Kiedy tak sobie szedłem zobaczyłem przed sobą grupkę jeleni. Jeden z nich będzie dzisiaj moim obiadem. Przyczaiłem się na jednego, dorodnego osobnika i po chwili rzuciłem się do ataku. Wszystkie odbiegały, jednak ja uparcie biegłem za tym jednym. W końcu, kiedy byłem dość blisko jelenia skoczyłem na niego. Zwierz padł na ziemię i zaczął się rzucać i machać kopytami. Wgryzłem się w jego szyję. No i zdechł. Zabrałem się za jedzenie. Po porządnej obiado-kolacji ruszyłem w dalszą wędrówkę. Droga doprowadziła mnie do dość ciemnego lasu. Muszę przyznać, wygląda ciekawie. Z tego, co się orientuję to jest właśnie Mroczna Puszcza.
- Czyli mój cel - powiedziałem na głos.
Po krótkiej chwili zastanowienia wszedłem do Puszczy. Muszę przyznać, nazwa naprawdę dopasowana. Pasuje jak ulał. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie? Nic nie będzie. No, ewentualnie ogromne pająki, które podobno tu żyją. Ciekawe czy serio są takie ogromne i mordercze jak mówią, czy to tylko po to, aby przyciągnąć turystów. Ewentualnie pokarm dla pająków. O ile istnieją. Ah te moje teorie i dziwne przemyślenia. Dobra Jack, skończ myśleć, bo jeszcze się zmęczysz. Zaśmiałem się z własnych myśli. Dopiero po chwili zorientowałem się, że stoję w miejscu. Dokładniej na jakiejś ścieżce. Postanowiłem sprawdzić dokąd prowadzi. Szedłem tak sobie tą ścieżką... I szedłem... I szedłem... I nic nie było. No, oprócz drzew, kamieni, drzew... Wymieniałem już kamienie? Nagle usłyszałem szum wody. Ruszyłem ścieżką w tym kierunku. Dotarłem do czegoś w stylu małej doliny czy coś w tym guście. Niestety ścieżka się tu urywała, a zamiast mostu... W sumie, to nie było nic. Przeskoczyć tego to chyba nie przeskoczę... Chociaż, co mi tam...
Cofnąłem się, aby wziąć rozbieg, rozpędziłem się i wyskoczyłem. Drugiej strony złapałem się pazurami. Na szczęście umiałem się jakoś wspinać. Znalazłem podparcie dla tylnich łap i podciągnąłem się na przednich. Kiedy w końcu udało mi się wspiąć położyłem się na ścieżce.
- Zarządzam przerwę - powiedziałem sam do siebie.
Zacząłem obserwować teren dookoła mnie. Przez chwilę miałem wrażenie, że na jednym z drzew coś się ruszyło.
- Pewnie mi się zdawało - mruknąłem pod nosem.
Mimo wszystko wciąż pozostawałem czujny. I znów zauważyłem ruch, tym razem na innym drzewie. Podniosłem się z drogi.
- Pokaż się! - zawołałem, sam nie wiem do czego. Albo kogo.
Teraz kilka drzew naraz zaczęło się ruszać. Po chwili zaczęły schodzić z nich pająki. Ogromne pająki. No, czyli nie kłamali mówiąc o gigantycznych pająkach z Mrocznej Puszczy. Hm, dość sporo ich. Kiedy jeden z nich podszedł do mnie zaatakowałem go. To chyba go wkurzyło. I resztę chyba też. Stwierdzam wkurzone pająki.
- Zarządzam taktyczny odwrót! - zawołałem i ponownie przeskakując nad rzeką, tym razem sprawniej, uciekłem tam, skąd przyszedłem, czyli do wyjścia z Puszczy. Kiedy tylko wybiegłem zatrzymałem się i spojrzałem na Mroczną Puszczę.
- Jeszcze kiedyś tu wrócę - powiedziałem i ruszyłem w drogę powrotną do domu
THE END
- Czyli mój cel - powiedziałem na głos.
Po krótkiej chwili zastanowienia wszedłem do Puszczy. Muszę przyznać, nazwa naprawdę dopasowana. Pasuje jak ulał. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie? Nic nie będzie. No, ewentualnie ogromne pająki, które podobno tu żyją. Ciekawe czy serio są takie ogromne i mordercze jak mówią, czy to tylko po to, aby przyciągnąć turystów. Ewentualnie pokarm dla pająków. O ile istnieją. Ah te moje teorie i dziwne przemyślenia. Dobra Jack, skończ myśleć, bo jeszcze się zmęczysz. Zaśmiałem się z własnych myśli. Dopiero po chwili zorientowałem się, że stoję w miejscu. Dokładniej na jakiejś ścieżce. Postanowiłem sprawdzić dokąd prowadzi. Szedłem tak sobie tą ścieżką... I szedłem... I szedłem... I nic nie było. No, oprócz drzew, kamieni, drzew... Wymieniałem już kamienie? Nagle usłyszałem szum wody. Ruszyłem ścieżką w tym kierunku. Dotarłem do czegoś w stylu małej doliny czy coś w tym guście. Niestety ścieżka się tu urywała, a zamiast mostu... W sumie, to nie było nic. Przeskoczyć tego to chyba nie przeskoczę... Chociaż, co mi tam...
Cofnąłem się, aby wziąć rozbieg, rozpędziłem się i wyskoczyłem. Drugiej strony złapałem się pazurami. Na szczęście umiałem się jakoś wspinać. Znalazłem podparcie dla tylnich łap i podciągnąłem się na przednich. Kiedy w końcu udało mi się wspiąć położyłem się na ścieżce.
- Zarządzam przerwę - powiedziałem sam do siebie.
Zacząłem obserwować teren dookoła mnie. Przez chwilę miałem wrażenie, że na jednym z drzew coś się ruszyło.
- Pewnie mi się zdawało - mruknąłem pod nosem.
Mimo wszystko wciąż pozostawałem czujny. I znów zauważyłem ruch, tym razem na innym drzewie. Podniosłem się z drogi.
- Pokaż się! - zawołałem, sam nie wiem do czego. Albo kogo.
Teraz kilka drzew naraz zaczęło się ruszać. Po chwili zaczęły schodzić z nich pająki. Ogromne pająki. No, czyli nie kłamali mówiąc o gigantycznych pająkach z Mrocznej Puszczy. Hm, dość sporo ich. Kiedy jeden z nich podszedł do mnie zaatakowałem go. To chyba go wkurzyło. I resztę chyba też. Stwierdzam wkurzone pająki.
- Zarządzam taktyczny odwrót! - zawołałem i ponownie przeskakując nad rzeką, tym razem sprawniej, uciekłem tam, skąd przyszedłem, czyli do wyjścia z Puszczy. Kiedy tylko wybiegłem zatrzymałem się i spojrzałem na Mroczną Puszczę.
- Jeszcze kiedyś tu wrócę - powiedziałem i ruszyłem w drogę powrotną do domu
THE END
Od Yin i Yanga Cd Abby
/Perspektywa Yin/
Czyli ruszamy we dwoje. Tym lepiej dla nas.
- Ruszamy - powiedziałam jednocześnie do alfy i do brata.
- Uważajcie na siebie - powiedział do nas alfa.
I wyruszyliśmy w stronę zachodu. Ja jak zwykle biegłam trzymając się cieni, Yang niedaleko mnie, ale po drodze. Wkrótce dotarliśmy do miejsca, gdzie walczyliśmy z ludźmi.
/Perspektywa Yanga/
- Tamten co uciekł odbiegł na północ. Może mają tam jakiś obóz - powiedziałem - ruszamy.
Tym razem Yin również szła drogą. Moje przypuszczenia potwierdziły się. Po chwili natrafiliśmy na małe obozowisko ludzi.
- Około czterdziestu - powiedziała Yin.
- Damy radę - odpowiedziałem.
I rzuciliśmy się biegiem w ich stronę. Ludzie wyciągnęli bronie i zaczęli w nas celować. Oślepiłem ich swoim swiatłem. Kiedy ludzie byli jeszcze oszołomieni Yin stworzyła paru Nieumarłych. Ludzie znów zaczęły padać jak muchy. Niestety nie przewidzieliśmy jednego. Kilku ludzi zaszło nas od tyłu i złapało. Yin stworzyła jeszcze paru Nieumarłych, a ja zacząłem atakować ludzi. Niestety udało im się zamknąć nas w klatkach. Nieumarli zaczęli znikać. Już wiem o czym pomyślała Yin. Ludzie myśleli, że wygrali, a my połączyliśmy nasze moce. Razem tworzyliśmy potężne YinYang. Niemal niepokonaną bestię. Zniszczyliśmy klatkę i po paru minutach pozbyliśmy się reszty ludzi. Po tym rozdzieliliśmy się.
- No. To czas wracać do alfy - powiedziałem i pobiegliśmy.
~~~~~~~
Po jakimś czasie wbiegliśmy do jaskini alf.
- Nareszcie jesteście - powitał nas Wildwind.
- Ludzie mieli niedaleko zachodniej granicy swój obóz - powiedziałem.
Kątem oka zauważyłem jak do jaskini wchodzi Abby.
- Pozbyliśmy się ich. Prędko nie wrócą - dopowiedziała Yin.
<Abby? Wind?>
Czyli ruszamy we dwoje. Tym lepiej dla nas.
- Ruszamy - powiedziałam jednocześnie do alfy i do brata.
- Uważajcie na siebie - powiedział do nas alfa.
I wyruszyliśmy w stronę zachodu. Ja jak zwykle biegłam trzymając się cieni, Yang niedaleko mnie, ale po drodze. Wkrótce dotarliśmy do miejsca, gdzie walczyliśmy z ludźmi.
/Perspektywa Yanga/
- Tamten co uciekł odbiegł na północ. Może mają tam jakiś obóz - powiedziałem - ruszamy.
Tym razem Yin również szła drogą. Moje przypuszczenia potwierdziły się. Po chwili natrafiliśmy na małe obozowisko ludzi.
- Około czterdziestu - powiedziała Yin.
- Damy radę - odpowiedziałem.
I rzuciliśmy się biegiem w ich stronę. Ludzie wyciągnęli bronie i zaczęli w nas celować. Oślepiłem ich swoim swiatłem. Kiedy ludzie byli jeszcze oszołomieni Yin stworzyła paru Nieumarłych. Ludzie znów zaczęły padać jak muchy. Niestety nie przewidzieliśmy jednego. Kilku ludzi zaszło nas od tyłu i złapało. Yin stworzyła jeszcze paru Nieumarłych, a ja zacząłem atakować ludzi. Niestety udało im się zamknąć nas w klatkach. Nieumarli zaczęli znikać. Już wiem o czym pomyślała Yin. Ludzie myśleli, że wygrali, a my połączyliśmy nasze moce. Razem tworzyliśmy potężne YinYang. Niemal niepokonaną bestię. Zniszczyliśmy klatkę i po paru minutach pozbyliśmy się reszty ludzi. Po tym rozdzieliliśmy się.
- No. To czas wracać do alfy - powiedziałem i pobiegliśmy.
~~~~~~~
Po jakimś czasie wbiegliśmy do jaskini alf.
- Nareszcie jesteście - powitał nas Wildwind.
- Ludzie mieli niedaleko zachodniej granicy swój obóz - powiedziałem.
Kątem oka zauważyłem jak do jaskini wchodzi Abby.
- Pozbyliśmy się ich. Prędko nie wrócą - dopowiedziała Yin.
<Abby? Wind?>
Od Jack'a Cd Nanji
OPOWIADANIE ZAWIERA PRZEKLEŃSTWA
Od niedawna szedłem za waderą. Wnioskując po jej słowach usłyszała mnie
- Jejku, nie wierzę... Ten gówniak za mną poszedł... - powiedziała dość zdenerwowana.
Gówniak? Bywałem nazywany gorzej.
- Nanja! Nie mów tak przy moim bracie! - usłyszałem głos innej wadery.
- Hm, czyli pani nerwowa to Nanja - powiedziałem wychodząc z krzaków.
- Czego tu szukasz dzieciaku? - spytała wkurzona Nanja.
- Szczęścia szukam, ale zamiast tego znalazłem wkurzoną kobietę. Wolę się oddalić - zaśmiałem się odchodząc parę metrów.
Nanja rzuciła pod nosem parę przekleństw skierowanych zapewne do mojej osoby.
Pierdol, pierdol, ja posłucham - pomyślałem sobie i zaśmiałem się z własnych myśli.
- I z czego się cieszysz? - spytała.
- Z pewnej obecnej tu wadery, a co? - rzuciłem z głupim uśmieszkiem.
- Dobra! Koniec tej bezsensownej kłótni! - wtrąciła się nieznana mi wadera.
<Nanja? Abby?>
Od Abby Cd Yin i Yanga
Alfa był lekko
zszokowany tą wiadomością.
-Jak to się stało?
- Sprawka nieumarłych, których wezwaliśmy. Ludzie
zaatakowali i ich rozwścieczyli. Jeden w porę uciekł. Reszta umarła jak już
wspominaliśmy. Chcieliśmy tylko ich nastraszyć, by odeszli..- streścił Yang
-Trzeba jak najszybciej to sprawdzić. Oby nie zaczęli się
osiedlać w okolicach. To będzie bardzo niebezpieczne. Ale czy mogę was poprosić
o to, byście wyruszyli na akcję szpiegowską?
-Pewnie- rzekłam prędko i spojrzałam na towarzyszy.
-My też się zgadzamy- powiedziała Yin.
-Abby, mam jedną uwagę. Ty zostaniesz tutaj- powiedział Wind
-Dlaczego?- zapytałam
- Masz młodszego brata. Nie chcę cię narażać na
niebezpieczeństwo. Młody jeszcze nie zapoznał się ze wszystkim i potrzebuje
opieki. Jak będzie starszy to cię puszczę na taką akcję.
-Okej..- mruknęłam niezadowolona
<Yin? Yang? Wind?>
Od Fabiana Cd Azuri
Zerknąłem na swoją
siostrę. Była pochłonięta rozmową ze Spiritem. Jej uścisk nie był już aż tak
mocny jak wcześniej. Przynajmniej tak mi się wydawało.
-Azuri, dasz radę się stamtąd wyczołgać?- zapytałem.
-Nie jestem pewna, ale chyba warto spróbować- odparła.
Próbowała kilka
razy. Co prawda trochę się przesunęła, ale nie na tyle by wyjść. Postanowiłem
jej pomóc. Złapałem jej łapy, na co się lekko zarumieniła, i pociągnąłem do
przodu. Na szczęście Abby była nadal wciągnięta w rozmowę. Uśmiechnąłem się
lekko do Azuri. Moja siostra nic nie zauważyła.
-Udało się!- szepnęła młoda wadera.
-Tak, udało się- potwierdziłem.
-Idziemy gdzieś?- zapytałem z uśmiechem na twarzy.
<Azuri?>
Od Nanji Cd Jack'a
OPOWIADANIE MOŻE ZAWIERAĆ NIEPRZYJEMNE WYRAZY
-Dobra zejdź mi z oczu- prychnęłam w stronę basiora.
Ruszyłam dalej w swoją drogę. Ah ta dzisiejsza młodzież nie należy do najmilszych.. Ale cóż ja poradzę.. Teraz mam ochotę pobić parę osób. Tak dla zasady. Hmm tylko pytanie kogo? Szczeniaków nie mogę bić. No więc Abby! Szykuj się na bójkę.
~~
Skradałam się pod jaskinię Abby. Niestety nie była tam sama. Był tam jakiś smarkacz..
-Co to za szczeniak?- spytałam ponuro. Chyba na tym się moja bójka skończyła..
-To jest mój brat, Fabian. Czego chcesz Nanja?
-Niczego. A czy ja muszę czegoś chcieć by tu przychodzić?
-Tylko wtedy tu jesteś..
Usłyszałam szelesty za sobą.
-Jejku, nie wierzę.. Ten gówniak za mną poszedł..
-Nanja! Nie mów tak przy moim bracie!
<Jack? Abby?>
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Od Spirita Cd Abby
- W tym jednym miejscu, w tej jednej, ogromnej krainie istnieje wszystko co zostało zapisane. Przykładowo takie smoki jak Smaug ze świata Hobbita. Chciałbym spotkać takiego smoka... - powiedziałem rozmarzony.
- Serio? Żeby nas pożarł? -spytała.
No dobra, tu mnie zagięła.
- No... To byłoby niezbyt ciekawe, ale pomyśl jakby było mieć smoka za towarzysza. Szybki transport, wierny przyjaciel, świetny wojownik po naszej stronie... - mógłbym tak gadać dalej, gdyby nie to, że coś przerwało moją wypowiedź.
Powietrze przeszył głośny ryk.
- Jak na życzenie - powiedziałem szczęśliwy.
- Nie gadaj, że teraz będziemy szukać tego smoka.
- Nie będziemy - powiedziałem i wskazałem w górę.
Nad nami przeleciał właśnie ogromny gad. Niezwykłe. Bestia wylądowała dość spory kawałek od nas. Chyba ma tam leże.
- Nie wiem jak ty, ale ja tam idę - powiedziałem.
- Ty chyba oszalałeś! - zawołała Abby.
- Taka okazja może się nigdy nie powtórzyć - odpowiedziałem spokojnie. - posłuchaj, zostań tutaj. Mi nic nie będzie.
I pobiegłem w kierunku smoka.
- Spirit! - zawołała za mną.
Spojrzałem na nią przepraszająco i pobiegłem dalej. Kiedy zbliżałem się do smoka zwolniłem i uspokoiłem oddech. Gad leżał na swoim legowisku i obserwował moje ruchy. Jest ogromny. Nie wyglądał jakby miał atakować. Chyba jest pokojowo nastawiony.
- Witaj - powiedziałem do niego.
Usłyszałem w głowie jego głos.
- Co cię do mnie sprowadza? - spytał.
- Zawsze chciałem poznać smoka - odpowiedziałem mu.
Moja rozmowa ze smokiem toczyła się jeszcze przez parę minut, kiedy podeszła do nas Abby.
<Abby?>
Od Jack'a Cd Nanji
Obserwowałem poczynania wadery. To był dość ciekawy widok, kiedy wilczyca zabijała tego dzika. Ale czemu ona mi pomaga?
- Sam dałbym sobie radę - powiedziałem podchodząc do niej.
- Nie, nie dałbyś. Dobrze widziałam, że sobie nie radziłeś, młody - odpowiedziała.
Prychnąłem na jej słowa.
- Jestem piratem, to ryzyko zawodowe - powiedziałem.
- Ty? Piratem? - spytała niedowierzając.
- Jestem Kapitan Jack...
- Sparrow? - przerwała mi ze śmiechem.
- Nawet tutaj o mnie słyszeli - rzekłem dumnie.
Wilczyca zaśmiała się tylko. Przewróciłem oczami, ale również się uśmiechnąłem.
- A ciebie jak zwą? - zapytałem.
- Nanja - przedstawiła się.
- Cóż, miło było poznać, ale muszę wyruszać dalej - powiedziałem i ruszyłem przed siebie. - żegnam! - rzuciłem jeszcze.
- A dokąd idziesz? - spytała ruszając za mną.
- Eee... Sam nie wiem - odpowiedziałem po chwili.
<Nanja?>
- Sam dałbym sobie radę - powiedziałem podchodząc do niej.
- Nie, nie dałbyś. Dobrze widziałam, że sobie nie radziłeś, młody - odpowiedziała.
Prychnąłem na jej słowa.
- Jestem piratem, to ryzyko zawodowe - powiedziałem.
- Ty? Piratem? - spytała niedowierzając.
- Jestem Kapitan Jack...
- Sparrow? - przerwała mi ze śmiechem.
- Nawet tutaj o mnie słyszeli - rzekłem dumnie.
Wilczyca zaśmiała się tylko. Przewróciłem oczami, ale również się uśmiechnąłem.
- A ciebie jak zwą? - zapytałem.
- Nanja - przedstawiła się.
- Cóż, miło było poznać, ale muszę wyruszać dalej - powiedziałem i ruszyłem przed siebie. - żegnam! - rzuciłem jeszcze.
- A dokąd idziesz? - spytała ruszając za mną.
- Eee... Sam nie wiem - odpowiedziałem po chwili.
<Nanja?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
