Co rusz ktoś ginął, niektórzy byli już w tak ciężkim stanie, że nie mogli walczyć. Nagle Spirit, jeden z lepszych moich ludzi dostał kulą. Na szczęście nie trafiła w serce- co ja bym zrobiła z rozpaczającą Abby.. Chwila. No tak, Abby. Przecież ona jest zielarzem i potrafiłaby pomóc rannym towarzyszom. Hmm, tylko jak ją tu przyzwać bez robienia dużego zamieszania... Dobra, mniejsza o to. Tutaj liczą się życia naszych kolegów i koleżanek. Po prostu po nią pobiegnę. Za nim jeszcze to zrobiłam to zawołałam do reszty:
- Chrońcie Spirita, ja biegnę po Abby.
Na moje szczęście, Abby była w swojej jaskini razem z Fabianem. Stanęłam zdyszana na progu jej domu. Ona odwróciła się w moją stronę.
-Co się stało?- powiedziała zmartwiona.
-Potrzebujemy pomocy medycznej. Zaatakowali nas ludzie. Już parę wilków zginęło, a ja ze swoimi podstawami medycznymi w niektórych przypadkach nie umiem zaradzić, poza tym rannych jest coraz więcej i nie wyrabiam. Abby, potrzebujemy twojej pomocy!
Wzrok wadery momentalnie się zmienił, wzięła jakąś torbę i zawiesiła sobie na szyi.
-Nie ma co zwlekać. Prowadź!
<Spirit? Abby? Ktoś?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 stycznia 2018
środa, 3 stycznia 2018
Od Ruki ,,Kroniki Wojenne"
Bitwa z ludźmi nie należała do najprostszych. Mieli oni
narzędzia, którymi my nie jesteśmy w stanie się posługiwać. Najgorsze było to,
że brakowało nam eksperta od strategii. Co prawda, zajęłam się tam najlepiej
jak mogłam, ale i tak straciliśmy dużo wilków. Domyślam się, że nie będzie tak
łatwo odbudować naszą potęgę, ale damy z siebie wszystko!
Tak właściwie jak odbyła się ta walka?
Zaczęło się od tego, że wilki strzegące północnej granicy
usłyszały niepokojące huki. Powiadomili nas, a my natychmiast ruszyliśmy z
pomocą. Gdy dotarliśmy ujrzeliśmy ludzi stojących z pochodniami i żądzą mordu w
oczach. Ustawiliśmy się w formację B i ruszyliśmy na wrogów.
Od początku nasza sytuacja nie zapowiadała się zbyt kolorowo. Nasz przeciwnik miał widoczną przewagę liczebną oraz specjalne przedmioty do walki. Jednym strzałem uśpił Elizabeth. Szybko podbiegłam do miejsca gdzie leżała i pociągnęłam w stronę krzaków. W udzie miała czerwoną strzałkę. Powoli wyciągnęłam ją i zatamowałam sączącą się z rany krew. Przyłożyłam ucho do jej pyszczka i cierpliwie patrzyłam na jej klatkę piersiową aż ona się poruszy dając mi znak, że Eliza żyje. Niestety tak się nie stało. A właśnie ona zdawała mi się naszym asem w rękawie. No ale cóż. Trzeba to jakoś dalej rozegrać.
<ktoś chce dalej? Jak nie to będę pisać dalszą część za tydzień>
wtorek, 1 sierpnia 2017
Od Ruki "Może być źle"
- Co się działo dalej?
-Po kilku dniach zaczął mnie bić. Wiedziałam, że to się na
tym nie skończy, ale wierzyłam, że znów będzie taki jak dawniej, czyli
kochającym bratem. Bratem, który wspiera cię w każdej sytuacji, akceptuje taki,
jaki jesteś. Wczoraj nałożył mi tą obrożę i powiedział, żebym lepiej nic nie
mówiła, bo zginę natychmiastowo. Mimo to czułam jak te kolce wkuwają mi się w
gardło. To było okropne. Potem powiedział, że to samo zrobi tobie. Chciałam
krzyknąć, w jakiś sposób zaprotestować, ale nie mogłam. Następnie zawlókł mnie
tutaj i kazał na to wszystko patrzeć. Ty jednak w porę się obudziłaś i wiesz,
co się dalej działo. A na sam koniec w jakiś sposób przywróciłaś dawnego
Kelsena.
-W sumie to nic takiego nie powiedziałam. Mówiłam tylko to,
co myślę. A to, że się nagle obudził jak z jakiegoś transu to albo był
przypadek, albo ktoś nałożył na niego jakiś czar. Możliwe również, że nie robił
tego z własnej woli. Ale liczy się to, że wszyscy jesteśmy cali i zdrowi. Tak
jak być powinno.
-Prawie zdrowi- poprawiła mnie siostra głupio się
uśmiechając.
Parsknęłam śmiechem
patrząc na jej zakrwawioną szyję.
-Racja- rzekłam- A teraz zajmijmy się tą szyją. Trzeba
działać jak najszybciej.
-Ale jest środek nocy!- zaprotestowała.
-W mojej watasze to nie problem- odparłam i chwyciłam ją za
łapę biegnąc w stronę jaskini naszej zdolnej zielarki.
Po kilku minutach
byliśmy przed jaskinią Abby. Smacznie spała razem ze swoim bratem, który już
niedługo skończy rok i przeniesie się do swojej własnej jaskini. Fabian ocknął
się momentalnie, kiedy wkroczyłyśmy do jaskini. Przetarł oczy i spojrzał na nas
zaskoczony.
-Co się dzieje?- wychrypiał.
-Potrzebujemy pomocy twojej siostry- odparłam szybko.
Młody basior
spojrzał na Abby i westchnął.
-Trochę trudno ją obudzić. Ma twardy sen. Jest tylko jedna
osoba, która jest w stanie to zrobić.
-To leć po nią. Szybko!
Fabian wybiegł z
jaskini. Po chwili był już z powrotem, a obok niego stał Spirit.
-Witaj Ruki. Co się dzieje?- zapytał szybko
-Potrzebujemy Abby. Możesz ją obudzić?- spytałam.
-Jasne- rzekł i podszedł do śpiącej wadery.
Szepnął jej coś do
ucha, a ona momentalnie się obudziła. Widocznie zdziwiła ją obecność Spirita.
-Co jest?- spytała sennym głosem do basiora.
-Mamy tu pilną sprawę. Moja siostra doznała głębokich ran na
szyi- powiedziałam do niej.
Abby natychmiast
podniosła się na równe nogi i podeszła do Aridy i od razu zaczęła doglądać jej
szyi.
-Od, czego to?- zapytała moją siostrę.
-Od obroży z kolcami.
-Jak długo ją nosiłaś?
-Od wczoraj.
-Ugh, nie jest dobrze. Mogło się już wedrzeć zakażenie.
Fabian, możesz mi przynieść liście babki? A ty Spirit, przynieś trochę wody.
Chłopcy kiwnęli
głowami i zniknęli w ciemnościach.
-Możesz się położyć? W taki sposób będę miała lepszy dostęp
do ran, które doznałaś.
-Mhm
Pierwszy wrócił
Spirit wraz z wiaderkiem wody. Abby szybko wzięła to od niego i uklękła obok
mojej siostry.
-Najpierw muszę przepłukać ranę- rzekła, by uspokoić Aridę.
Ona tylko patrzyła w
głąb pokoju. Nadal jest roztrzęsiona. Do jaskini wbiegł Fabian wraz z babką.
- A teraz zrobię ci opatrunek. Pamiętaj, żeby zbytnio nie
nadwyrężać szyi, bo możesz dostać krwotoku wewnętrznego- powiedziała i zwróciła
się do mnie- Wróćcie jutro. Na tą chwilę tylko tyle mogę zrobić.
CDN
Od Ruki "O co chodzi?"
*Jest to kontynuacja Questu III*
Uśmiechnęłam się
do niej. Arida była ode mnie zaledwie dwa lata młodsza. W sumie to nie tak
wiele jak się wydaje. Kocham ją i zawsze będę ją chronić, przynajmniej, kiedy
będzie w pobliżu. Wiem, że nie mogę jej tu trzymać w nieskończoność, gdyż ma
swoje własne życie. Bo tym jak wróci do dobrego stanu to pozwolę jej opuścić
tereny watahy.
-Długo to trwało?- zapytałam.
-Ale co?- nie zrozumiała
-Ta cała akcja z Kelsenem.
-Nie, to było jednorazowe- rzekła spuszczając wzrok na dół
zimnej jaskini.
Jej zachowanie
wyraźnie wskazywało na coś innego. Postanowiłam podjąć próbę, by nawiązać z nią
lepszy kontakt. W końcu dużo przeszła, nawet jeśli to się stało tylko dzisiaj.
Pewnie jest roztrzęsiona tym obiegiem wydarzeń. W końcu był to członek naszej
rodziny.
-Byłaś z nim w watasze?
-Tak- w tym momencie zawahała się jednak biorąc głęboki
oddech kontynuowała swoją wypowiedź- Byliśmy sobie bardzo bliscy, tak jak
powinno być z rodzeństwem, ale niedawno coś się zmieniło.
-Co?
-Kelsen zaczął chodzić po jakiś typkach wieczorami. Nawet,
kiedy się rano budziłam to jego nie było. Jednak jak wracał do domy zachowywał
się dość agresywnie. Zmartwiło mnie to, ale myślałam, że to chwilowe. Jednak ta
sytuacja powtarzała się- mówiła, a na oczach pojawiły się łzy.
CDN
CDN
piątek, 7 lipca 2017
Od Ruki- Quest III
Wind oraz dzieciaki poszli na kilka dni na biwak przy
jeziorze, więc zostałam sama w jaskini. Wykonałam rutynowe czynności, po czym
położyłam się spać. Dzisiejsza noc wyglądała niesamowicie kusząco na nocny
spacer, jednak musiałam się wyspać przed powrotem mojej rodziny. W końcu jutro
wracają. Zasnęłam po godzinie.
~~
Obudziłam się w
środku nocy. Przetarłam lekko oczy jednak nie chciałam ich otwierać. W
powietrzu czułam woń krwi.. STOP krwi? Zerwałam się na równe nogi i rozejrzałam
dookoła. Z każdej strony otaczały mnie pyski, które najwyraźniej pragnęły mojej
śmierci. Z mojej tylnej łapy leciała mi strużka krwi. Ale nie to zdziwiło mnie najbardziej. Jedną z twarzy rozpoznałam. Nie
mogłam uwierzyć, że to właśnie on. Mój rodzony brat!
-Kelsen, co ci?- spytałam. Cały czas jednak byłam ostrożna.
-Mnie nic nie jest- odparł spokojnie- Natomiast tobie zaraz
się coś stanie.
-Co ja ci takiego zrobiłam?!- krzyknęłam
-Przez ciebie nasi dziadkowie, jedyna rodzina, zginęli!- nie
wytrzymał.
-Serio oskarżasz mnie o to? To samo mogłabym powiedzieć
tobie lub Aridzie. Zrozum, to nie jest nasza wina. Oni sami podjęli decyzję o
tym, że my mamy uciec, a oni zostać i walczyć na tej wojnie. Troszczyli się o
nas i wierzyli, że będziemy się nawzajem wspierać, pomagać. A ty natomiast, co
robisz? Atakujesz własną siostrę, która cię w późniejszym czasie wychowała. Co,
z Aridą też tak postąpisz? A może już jej coś zrobiłeś?
Basior westchnął próbując
zapanować nad emocjami, po czym zwrócił się do innych.
- Wstrzymać ogień!- powiedział, a wilki odsunęły się ode
mnie. W końcu mogłam się trochę
wyprostować- Z Aridą wszystko w porządku. W sumie to nawet jest tu ze mną.
Po tych słowach dwa
basiory wprowadziły moją młodszą siostrę skutą na szyi łańcuchem.
-Arida.. Co oni ci zrobili?- zapytałam, a z oczu zaczęły
lecieć mi łzy.
-Ruki, ona nie może nic mówić. Inaczej kolce przebiją jej
gardło.
- Dlaczego to zrobiłeś?
-Przepraszam- szepnął, po czym zbliżył się do Ari i zdjął
jej delikatnie obrożę z szyi. Wadera roztrzęsiona podbiegła do mnie i wtuliła
się w mą pierś.
-Cii, już jest wszystko dobrze- próbowałam ją uspokoić.
-Ale, dlaczego to zrobiłeś?- zapytałam ponowie
-Nie wiem, ale przepraszam. Jeśli więcej nie będziecie
chciały mnie widzieć to to zrozumiem.
Moja twarz była
teraz całkowicie spokojna. Jednak uważam, że ta sytuacja była żałosna i bez
jakiegokolwiek sensu.
-Chcemy cię widywać, ale chyba powinieneś iść się leczyć. No
wiesz, co? Żeby atakować swoje siostry?
-Przecież przeprosiłem!
-Dobra, koniec tych pogaduszek. Wracaj do swojej watahy!
-A Arida?
-Zostaje ze mną.
Mój brat wyszedł z
jaskini i pobiegł w stronę drzew. Za nim pędziła całkiem spora grupka wilków.
Spojrzałam na moją siostrę.
-Już ci nic nie grozi. Ze mną jesteś bezpieczna.
-Wiem, Ruki- odparła cichym i jeszcze słabym głosem.
sobota, 6 maja 2017
Od Ruki i Winda "Wielki Dzień"
<Pv Ruki>
Był już wieczór. Nagle
ogarnęło mnie złe samopoczucie. Czułam jak maleństwa kopią mnie w brzuch
mocniej niż wcześniej. Wstałam, żeby napić się wody, jednak skończyło się to
zawrotami głowy.
-Wind?-zawołałam
Mąż szybko pojawił się obok mnie. Spojrzał na
mnie zatroskany i lekko zmartwiony.
-Co się dzieje?-spytał
-Głowa mnie boli i.. Dzieci
kopią z większą siłą. Myślisz, że to stanie się dziś?- zapytałam
-To bardzo możliwe. -
odpowiedział. – na razie lepiej się połóż i w razie czego wołaj. Będę
niedaleko.
-Dobrze- odparłam i położyłam
głowę na łapach. Po krótkiej chwili powieki stawały się coraz cięższe i w końcu
porwałam się w objęcia morfeusza.
<Pv Wind>
Ruki zasnęła. Ja ruszyłem nad
pobliski strumień. Usiadłem na brzegu i zacząłem wpatrywać się w swoje odbicie.
-Więc to dziś zmienia się moje
życie... - powiedziałem sam do siebie.
Jak to możliwe, że niedawno byliśmy parą
młodą, a teraz dzieci są w drodze? Ten czas tak szybko leci... Trochę też się
zmieniło, gdyż założyliśmy watahę, co dało nam na barki nowe wyzwania. Hum.. W
sumie to nie zastanawiałem się zbytnio nad imionami dla szczeniąt. Oczywiście
muszę wziąć pod uwagę różne kombinacje płci. Imiona dla córeczek.. Może Nicole,
Lily, Kira lub Diana, a dla synków Leo, Diego, Nick albo Andre? Tak, to dobre
pomysły. Ewentualnie później się jeszcze coś wymyśli. Wstałem i ruszyłem do jaskini,
aby sprawdzić co u Ruki. Kiedy wszedłem do jaskini, wadera miała zamknięte
oczy. Jednak jak podszedłem bliżej otworzyła je.
-Jak się czujesz-zapytałem.
-Mniej więcej tak samo jak
wcześniej-odparła
-Mniej więcej.. A dokładniej?
-Głowa mnie mocniej boli.
- Będzie dobrze. Jak myślisz,
ile ich będzie? I jakich żywiołów będą?- spytałem.- Mam wrażenie, że martwię
się tym bardziej niż ty.. - dodałem.
-Wolę być spokojna, to lepsze
niż żebym się denerwowała to to by mogło być niezdrowe dla maleństw. W miocie
najmniej może być czwórka. Żywioły pewnie odziedziczą po nas.
Położyłem się obok Ruki.
- Wyobrażam to sobie. Cztery
małe, puchate kulki. Wspaniały widok- powiedziałem.- Szczerze mówiąc nie mogę
się doczekać aż je zobaczę.
-Ja również. Masz jakieś
pomysły na imiona?
- Mam kilka. Dla dziewczynek
Nicole, Lily, Kira albo Diana, a dla chłopców Leo, Diego, Nick lub Andre -
odpowiedziałem.
-Ładne są. Cieszę się, że jesteś ze mną-
odparła.
- Jestem. I będę na zawsze - powiedziałem.
Nagle Ruki skuliła się,
zamknęła oczy i zacisnęła zęby. - Ruki? Co się dzieje? Jednak nie odpowiedziała.
To chyba już. Prowadzony instynktem
pobiegłem po lekarza.
//kilka minut później//
Po kilku minutach obok mnie leżały cztery małe
szczeniaki. Tak jak sobie wyobrażałem, puchate kulki.
<PV Ruki>
Maluchy wyglądały przesłodko.
Tak jak powiedział mój małżonek, wyglądały jak puchate kulki.
-Gratuluję, macie państwo dwie
waderki i dwóch basiorków- powiedział lekarz- Już nie jestem wam potrzebny,
więc do zobaczenia.
Kiedy medyk wyszedł, czas
przyszedł na nadanie imion.
-To, na jakie się decydujemy
imiona?- spytałam
- Może Nicole, Lily, Leo i
Diego? - zaproponował Wind.
-To chyba najlepszy wybór
Wzięłam jednego malca bliżej
siebie i zaczęłam go lizać. W końcu trzeba je umyć. Przy myciu malucha zauważyłam,
że ma małe skrzydełka.
- Popatrz, Leo ma skrzydła po
tobie - powiedziałam.
- Faktycznie. Czyli Leoś ma
żywioł powietrza. - odpowiedział Wind
- Bardzo możliwe-odparłam.
- Ciekawe jakie żywioły mają
pozostałe maluchy- powiedział Wind.- szkoda, że nie mogą nam powiedzieć.
-Jeszcze wszystko przed nimi.
Wind położył się obok
pozostałej trójki. Nicole, Diego i Lily zasypiali wtuleni w ojca. To był wielki
dzień. Zarówno dla mnie jak i dla Winda i oczywiście maluchów. Przed nami dużo
nowych wyzwań. Teraz.. Wszystko będzie inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)